ImproSpot

Sojusze na chwilę

Natalia Kordiak dała się już poznać jako poszukująca kompozytorka i autorka nieszablonowych przedsięwzięć. Koncert na Letniej Akademii Jazzu był pierwszą sytuacją od trzech lat, gdzie dzieliła się nową muzyką napisaną dla zaproszonych przez siebie artystów. Przy okazji stworzyła taki zespół, obok którego trudno przejść obojętnie
Natalia Kordiak dała się już poznać jako poszukująca kompozytorka i autorka nieszablonowych przedsięwzięć. Koncert na Letniej Akademii Jazzu był pierwszą sytuacją od trzech lat, gdzie dzieliła się nową muzyką napisaną dla zaproszonych przez siebie artystów. Przy okazji stworzyła taki zespół, obok którego trudno przejść obojętnie
Letnia Akademia Jazzu
Natalia Kordiak & The Noise Architects
Maciej Krawiec
Klub Wytwórnia, Łódź
9.07.2026
Letnia Akademia Jazzu
Natalia Kordiak & The Noise Architects
Klub Wytwórnia, Łódź
9.07.2026
Maciej Krawiec

Gdy patrzę na program tegorocznej Letniej Akademii Jazzu w Łodzi, przypomina mi się cytat z filmu „Forrest Gump” o pudełku czekoladek. Gdyby ktoś wybierał się tam na koncerty festiwalowe bez sprawdzania, jakie grupy w kolejnych tygodniach występują, pewnie mocno by się zdziwił rozpiętością stylistyczną. To zaś można skojarzyć z innym filmowym cytatem. Adaś Miauczyński w „Dniu świra” mówił o słuchaniu muzyki „od Cockera do Mozarta”. Wersja tych słów, która odnosiłaby się do łódzkiego festiwalu, brzmiałaby tak: „od Turnaua do bolera”. W pudełku czekoladek marki Letnia Akademia Jazzu można jednak trafić także na mniej oczywiste smaki. Takim doświadczeniem był wieczór, podczas którego wystąpiła wokalistka Natalia Kordiak z nowym zespołem The Noise Architects.

Program Letniej Akademii Jazzu w Łodzi (2026)

Artystka dała się już poznać jako poszukująca kompozytorka i autorka nieszablonowych przedsięwzięć. W ubiegłym roku ruszyła z serią koncertów solowych pod znamiennym tytułem „nie-piękny śpiew”. Eksploruje w ich trakcie aspekty sztuki wokalnej: od akustycznej melodyjności, poprzez ekspansywne przetworzenia głosu i używanie efektów, aż po improwizowanie jeszcze bardziej swobodne. Tam pole ekspresji się rozszerza: pojawia się turpizm, dźwiękonaśladownictwo i wiele innych elementów, które składają się na interesującą, osobistą całość. Z kolei w roli kompozytorki działała do tej pory przede wszystkim jako liderka kwintetu, z którym wydała dwie płyty: „Bajka” (2019) i „Ytinamuh” (2023). Na obu słychać przejawy rozległej wyobraźni artystycznej i charyzmy liderki, a także wielość inspiracji – zarówno muzycznych, jak i literackich oraz filozoficznych. Tamten zespół już jednak nie funkcjonuje, a w międzyczasie Kordiak zaangażowała się między innymi w wokalny kwartet Voice Act. Dołączyła też do paru grup, gdzie pełni rolę sidemanki.

Koncert na Letniej Akademii Jazzu był pierwszą sytuacją od trzech lat, gdzie dzieliła się nową muzyką napisaną dla zaproszonych przez siebie artystów. Jest to ponownie kwintet, choć w składzie nie ma nikogo z poprzedniego zespołu. O zainteresowaniach i intencjach liderki wiele mówi dobór wykonawców. Kordiak zaprosiła bowiem doświadczonych improwizatorów Juliusa Gabriela (saksofony, elektronika) i Artura Majewskiego (kornet, elektronika). Na kontrabasie i perkusji zagrali zaś wszechstronni muzycy, którzy sprawdzają się zarówno w przedsięwzięciach stricte jazzowych, jak i tych mniej uchwytnych pod względem stylistycznym: Michał Aftyka oraz Stefan Raczkowski. Gdy widzi się taką grupę, trudno przejść obok niej obojętnie.

Na zaproszenie festiwalu Kordiak napisała dziewięcioczęściową kompozycję, wplatając w warstwę instrumentalną także angielskie cytaty z „1984” George’a Orwella i „Intuicji przedchrześcijańskich” Simone Weil. Dlaczego sięgnęła po te teksty? Co spowodowało, że nazwała swój nowy kwintet The Noise Architects? Jeśli ta muzyka trafi kiedyś na kolejne estrady albo zostanie wydana – a mam nadzieję, że tak będzie – pewnie dowiemy się więcej o inspiracjach i motywacjach, które stały za decyzjami artystki. W tym momencie ograniczę się do hasłowych zagadnień, o których wiem, że były dla Kordiak istotne w trakcie pracy nad tą kompozycją: wpływ polityki na prywatność jednostki, głębia wartości i uczuć versus powierzchowność informacji, wiara w możliwość samodzielnego nawigowania pośród hałaśliwego chaosu codzienności.

Julius Gabriel, Artur Majewski, Stefan Raczkowski, Michał Aftyka i Natalia Kordiak. Fot. Mikołaj Zacharow
Michał Aftyka i Natalia Kordiak. Fot. Mikołaj Zacharow

Te przemyślenia znalazły wyraz w muzyce, która pod względem stylistycznym ponownie – jak zwykle u Kordiak – czerpie z wielu źródeł. Przenikają się tam sonorystyczne eksploracje i pomruki elektroniki, złowroga chorałowość, dronowe łuny, impulsywne swingowanie i momentami nawet quasipiosenkowość, a to wszystko pośród rozległych połaci swobodnej improwizacji. Ekspresja głosu jest przebogata: wokalizy, jęki, lamenty, westchnienia… Pod względem artykulacyjnym w partiach pozostałych instrumentów także dzieje się wiele. Często następują tarcia, scysje, rozejścia. Wewnątrz zespołu tworzą się podgrupy, które działają nieraz w kontrze do pozostałych. Trącają się albo tłamszą. Sojusze zawiązywane są ledwie na chwilę. Można by tę muzyką określić mianem rozbitej, pokawałkowanej.

O ile zdarzało mi się dotychczas odbierać projekty Kordiak jako przesycone pomysłami i otwierające jednocześnie zbyt wiele drzwi, o tyle w tym przypadku ułożona przez nią mozaika robi wrażenie ujętej w spójne, przekonujące ramy. Patrząc na nią, widzimy nieidealny świat pełen konfliktów i wynaturzeń. Panuje niepokój, mrok i melancholia, a Kordiak i jej partnerzy zdają się nie mieć powodów, by obiecywać optymistyczne rozwiązanie. Czy jednak da się w tej muzyce odnaleźć nie tylko posępną diagnozę, ale też choćby cień siły bądź nadziei? Można by tu wskazać podniosły, rozmarzony finał, choć i on wybrzmiewa niejednoznacznie. Jako światło w tunelu potraktowałbym raczej fakt, że każda z osób ekspansywnie korzystała z wolności interpretacji i improwizacji. Głos asertywnej, odrębnej jednostki mimo wszystko rezonował. I tego wrażenia nie zdołał zepsuć akustyk klubu Wytwórnia, który odpuścił sobie należyte nagłośnienie saksofonisty i kornecisty.

Gwoli ścisłości należy dodać, że po koncercie zespołu Natalii Kordiak zagrał jeszcze kwartet innej wokalistki: Dee Dee Bridgewater. Wystąpiła z programem „We Exist!”, co stanowi nawiązanie do słynnego, zaangażowanego społecznie albumu Maxa Roacha „We Insist!”. Artystka, sięgając po repertuar m.in. Raya Charlesa, Roberty Flack, Abbey Lincoln czy Niny Simone, odnosi się do tematyki rasizmu, nierówności płciowej i rasowej oraz praw człowieka. Soczysty i precyzyjny śpiew ekstrawertycznej Bridgewater niezmiennie robi wrażenie, w związku z czym wybijał się ponad jazzową poprawność jej zespołu. Jasne jest jednak, że o wiele bardziej interesujący przebieg miała pierwsza część wieczoru.

Należy docenić decyzję łódzkiego festiwalu, że zdecydowano się na zamówienie właśnie u Kordiak kompozycji na nowy skład. Jak widać, nawet w programie rozpiętym „od Turnaua do bolera” może znaleźć się miejsce na taką autorską, odważną premierę. Kolejna szansa na podobne doświadczenie nastąpi 20 sierpnia, gdy odbędzie się koncert pod nazwą „Młoda scena kompozytorska”. Wysłuchamy wtedy utworów przygotowanych przez Krzysztofa Hadrycha, Larę Hidane, Alana Kapołkę i Katerynę Ziabliuk.

Zobacz też

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze wpisy

Pełne archiwum