Piątka na piątek
Canes of Karabakh Canes of Karabakh
Nazwa tria Canes of Karabakh odsyła do Górskiego Karabachu – terytorium, o które od ponad stu lat krwawy spór toczą Ormianie i Azerowie. Polski zespół odwołuje się do pochodzących stamtąd trzcin, ponieważ z nich właśnie powstają najlepszej jakości stroiki do duduka – ormiańskiego instrumentu dętego, którego historia sięga I wieku p.n.e. Jedną z konsekwencji zwycięstwa Azerbejdżanu w ostatniej wojnie o te ziemie jest fakt, że Ormianie mają utrudniony dostęp do materiału potrzebnego do gry na ich tradycyjnym instrumencie.
Od dekady na duduku gra także Stanisław Matys, który kilka lat temu dołączył do zespołu kIRk. Tak sformowany skład zaczął w 2025 funkcjonować pod obecnym szyldem. Muzycy inspirują się obcą im kulturą, ale czynią to z wyczuciem. Stwierdzają: „Czerpiemy z tradycji zagrożonej, a przy tym zakorzenionej w konkretnym miejscu, w jego ludziach, pejzażach, przyrodzie”. Ich kulturowa ostrożność przejawia się też między innymi w niesięganiu po repertuar ludowy.
Muzycznym owocem ich przemyśleń i odczuć jest palimpsest, w którym przenikają się frazy duduka oraz flugelhornu – raz tęskne i delikatne, innym razem niepokojące – z wielowarstwową elektroniką o zmiennym charakterze. Zamiast na melodie, stawiają na ulotne nastroje, współbrzmienia i zawoalowany kolaż. Stale słychać szmery, podmuchy, pomruki, drony, a chropowate odgłosy pulsują czasem jak samotna jarzeniówka. W epizodycznych rolach pojawiają się też nagrania terenowe: beczenie owiec czy szmer wody. Można mieć wrażenie obcowania z dźwiękami na granicy jawy i snu, czułości i grozy, nowoczesności i archaiczności, fizyczności i odrealnienia. W efekcie „Canes of Karabakh” to tajemniczy hołd dla rozrywanej przez politykę krainy oraz instrumentu, który – niczym trzcina na wietrze – nie łamie się pod naporem historii.
Skład
Olgierd Dokalski – trąbka, flugelhorn, efekty
Paweł Bartnik – elektronika
Angelika Niescier Chicago Tapes
Na początek: zagadka. O kim mowa? Osoba ta urodziła się w Polsce. Zaproszenie do jej zespołów przyjmują wybitni artyści i artystki – np. Alexander Hawkins, Nicole Mitchell czy Tyshawn Sorey. Ma na koncie nagrodę, która wcześniej trafiła do legend muzyki improwizowanej: Petera Kowalda i Alexandra von Schlippenbacha.
Cóż, zagadka nie była trudna, bo jej rozwiązanie widnieje parę wierszy wyżej. Znakomita alcistka Angelika Niescier, która jako nastolatka zamieszkała w Niemczech, od ponad dwudziestu lat konsekwentnie pracuje na miano jednej z najciekawszych europejskich jazzmanek. Buduje swoją pozycję nie tylko w kraju, w którym osiadła, ale też poza granicami. Kolejnym osiągnięciem, które dowodzi jej wyrazistości jako liderki oraz zdolności prowadzenia różnych składów, jest album „Chicago Tapes”. Na okładce widnieje sześć nazwisk, ale w kolejnych utworach słuchamy de facto dwóch kwartetów: w pierwszym grają Niescier, Mike Reed, Dave Rempis i Jason Adasiewicz, a w drugim miejsce dwóch ostatnich zajmują Nicole Mitchell i Luke Stewart.
W kompozycjach Niescier przejawia się jej wszechstronność: interesuje ją swingująca impulsywność, ale artystka proponuje też proste riffy, freejazzową otwartość, zabiegi sonorystyczne czy nagłe zatrzymania akcji. Chętnie różnicuje ekspresję w zespole – kontrastuje chłód wibrafonu z żarliwością saksofonów, zestawia swobodę sekcji rytmicznej ze zorganizowanym fletem i saksofonem albo inicjuje żywiołowe interakcje. Istotny jest przy tym fakt, że Niescier daje bardzo dużo przestrzeni muzykom, którzy owe pomysły realizują. Dlatego każda z zaproszonych przez nią osób ma ogromne pole do popisu solowego, w podgrupach czy w ramach kolektywnej improwizacji. W przypadku zespołu z takimi osobowościami można by sceptycznie stwierdzić: „Nazwiska nie grają”. Pod wodzą Niescier wygrywają jednak na całej linii.
Skład
Jason Adasiewicz – wibrafon
Nicole Mitchell – flet
Mike Reed – perkusja
Dave Rempis – saksofon altowy, saksofon tenorowy
Luke Stewart – kontrabas
Isidora Edwards / Biliana Voutchkova / Zosha Warpeha A Far Within
String Trio of New York, Arcado String Trio, Masada String Trio, grupa Clarke / di Meola / Ponty… Trzyosobowych składów, które improwizowały wyłącznie na instrumentach strunowych, w historii jazzu nie brakowało, choć jest to format rzadko występujący. Jeszcze rzadziej można trafić na skład, w którym obok znanych od wieków instrumentów pojawia się taki, którego historia trwa raptem kilkanaście lat. Takim zespołem jest trio, które tworzą wiolonczelistka Isidora Edwards, skrzypaczka Biliana Voutchkova i Zosha Warpeha. Ta ostatnia gra na hardanger d’amore, czyli czymś w rodzaju 10-strunowych skrzypiec. Do tej pory wyprodukowano około pięćdziesięciu takich instrumentów i jedną z jego posiadaczek jest Warpeha.
To ważne cechy wyróżniające ten skład, choć z całą pewnością bardziej istotny jest użytek, jaki ze swego wyjątkowego instrumentarium robią. Album wypełniły cztery wielominutowe improwizacje, których tryb pozostaje taki sam: są to niespiesznie sunące strumienie akustycznych dźwięków. W tych migotliwych, opalizujących potokach tkwi artykulacyjne i kolorystyczne bogactwo. Płyta zaczyna się od świetlistego continuum, brzmiącego jak promienie wschodzącego słońca. Wsłuchujemy się w niuanse, drobne iskry, ulotne zarysy kształtów. Z czasem pojawiają się jęki, zgrzyty, bierze górę chropowatość i odrębność głosów. W kolejnych improwizacjach ta olśniewająca sonorystycznie fluktuacja trwa. Następują nowe zdarzenia: niepokojące ostinato wiolonczeli, błądzące glissanda, złudzenia pulsacji, zawodzenia i pomruki, quasi-ludowe lamenty… Słowa zawarte w tytule płyty, które można tłumaczyć jako „daleko w głąb”, okazują się bardzo adekwatne.
Skład
Biliana Voutchkova – skrzypce
Zosha Warpeha – hardanger d'amore
Artur Dutkiewicz Trio From Sound to Silence
Wśród ogłoszonych przez Sejm patronów 2023 był malarz Jerzy Nowosielski. Wtedy także pianista Artur Dutkiewicz zrealizował ze swym triem i artystą wizualnym Andrzejem Wąsikiem przedsięwzięcie inspirowane twórczością Nowosielskiego. Przypadek? Oczywiście, że nie. O ile jednak pamiętam sporo tzw. projektów powstałych z podobnych pobudek, o których lepiej zapomnieć, o tyle wydane parę miesięcy temu „From Sound to Silence” to dzieło przekonujące i wartościowe. Inspiracja malarstwem Nowosielskiego przełożyła się na pięcioczęściowy program. Z uwagi na zamierzony kontemplacyjny charakter utworów każdy z nich określony jest mianem „medytacji”.
Dla Dutkiewicza ważna była prostota i medytacyjny charakter, ale zarejestrowanym na płycie wykonaniom koncertowym nie brakuje zróżnicowania. Jest miejsce na zmysłowość, angażującą motorykę, porywający trans, a także partie solowe. W tym kontekście warto wspomnieć o długiej introdukcji do „Tęsknoty”, efektownie granej arco przez Andrzeja Święsa, albo o szczególnie sugestywnie splatających się głosach instrumentów między ósmą a jedenastą minutą „Pełni”. Pojawiają się nawiązania do muzyki hinduskiej i ormiańskiej, słychać też wpływy The Necks oraz pianistyki Keitha Jarretta.
Tu i tam bywa co prawda zbyt elegancko i „salonowo”, pianista popada też chwilami w dość konwencjonalne galopady. To nie redukuje jednak dobrego wrażenia z odsłuchu całości. Najważniejszy jest bowiem fakt, że Dutkiewicz bardzo sensownie dawkuje emocje i stopniuje napięcie. Z tych powodów jawi się nie tylko jako zręczny kompozytor oraz sprawny pianista, ale przede wszystkim jako mądry, skuteczny dramaturg i autor konsekwentnie odsłanianego muzycznego poliptyku.
Skład
Andrzej Święs – kontrabas
Sebastian Kuchczyński – perkusja
Kaja Draksler Octet Bare, Unfolding
O pianistce Kai Draksler można było niedawno usłyszeć w kontekście jej trasy po Polsce w ramach duetu Czajka & Puchacz, który współtworzy z Szymonem „Pimponem” Gąsiorkiem. Tam piosenkowe formy mieszają się z cierpliwą improwizacją, a przejawy humoru i autoironii trudno nieraz odróżnić od momentów patetycznych i refleksyjnych. Wraz ze swym oktetem pianistka proponuje coś zupełnie innego: jest to wyszukana kameralistyka, gdzie z chirurgiczną precyzją Draksler dobiera barwy i faktury. Chociaż w przypadku tego albumu należałoby raczej stwierdzić: z precyzją kaligrafistki albo drzeworytniczki.
Kluczowe inspiracje na „Bare, Unfolding” to tradycja japońskiej muzyki dworskiej gagaku, poezja haiku XVII-wiecznego poety Bashō, a także barok i free jazz. Draksler bardzo umiejętnie te elementy splata: balansuje między oszczędnością formy, dobitnością pojedynczych gestów, odniesieniami historycznymi (literackimi czy np. do muzyki Händla) a różnymi przejawami improwizacji. Czasem przybiera ona formę swobodnego meandrowania jednego instrumentu na dalszym planie albo aktów dezynwoltury. Innym razem – wręcz przeciwnie – dochodzi do zbiorowego szału, który okazuje się bardzo potrzebny po długich minutach wyczekiwania w towarzystwie kunsztownych współbrzmień. Elegancja i uważność współistnieją tu z dysonansem i spontanicznością. Wzruszenie wynikające ze smakowania melodii i poezji – nieraz zniewalająco pięknych – podszyte jest gotowością na zanurzenie w brudzie i chaosie.
Ważnym elementem „Bare, Unfolding” jest słowo, więc na koniec pozwolę sobie jeszcze zacytować dwóch autorów komentujących to wydawnictwo. Spencer Grady określił ją mianem „dziwnej muzyki dworskiej”, a Alexander Hawkins pisał o „cichym nieustraszeniu” albumu Draksler. O tym, jak bardzo trafiają w punkt, warto się przekonać, słuchając płyty – z pewnością jednej z ciekawszych, które zdążyły ukazać się w 2026.
Skład
Björk Níelsdóttir – voice, mouth organ, wood block (3), gong (1, 8)
Ada Rave – saksofon tenorowy, klarnet
Ab Baars – saksofon tenorowy, klarnet, shakuhachi
George Dumitriu – skrzypce, altówka
Kaja Draksler – fortepian, cowbell (3)
Lennart Heyndels – kontrabas
Onno Govaert – perkusja, perkusjonalia
Komentarze