Piątka na piątek

Głupi Komputer Jazz Not Found
Gdy spojrzymy na zespoły, z którymi związany jest Michał Fetler, można mieć skojarzenie z wzorcowym portfoliem wszechstronnego muzyka. Jego kwartet Polmuz to połączenie ambientu i nowocześnie potraktowanego folku. Z kolei z grupą Fanfara Awantura Fetler żenił ludowość i zamiłowanie do orkiestr dętych z techno. Z zespołem Koń bliżej był rocka i bluesa. Głupi Komputer to jego nowy skład, współtworzony z Danielem Karpińskim i Jakubem Królikowskim. Jest tu jeszcze więcej elektroniki, nieraz celowo infantylnej i archaicznej, a nastroje wiodą od żartu i jowialności, przez odprężoną taneczność, aż po neurotyczną psychodelię i patos. Moje główne skojarzenia: Too Many Zooz, The Comet Is Coming i (wczesne) Prodigy, a z polskich zespołów – Siema Ziemia i Jazzpospolita.
Płyta bardzo atrakcyjnie się zaczyna. Utwory „Sam jesteś głupi”, „Error 808” czy „Jiu-jitsu” to wyraziste tematy, wirtuozeria saksofonu, lepka elektronika i rozwibrowana, fantazyjna perkusja, przenosząca nas to na imprezę techno, to na drum’n’bassowy rave albo do dusznego hip-hopowego klubu. Tak długo, jak głosy solowe wybrzmiewają z intensywnością i toczy się błyskotliwa dyskusja, efekt jest znakomity. Znacznie mniej ciekawie robi się jednak w drugiej połowie albumu, gdy trio – zamiast na dosadną interakcję – stawia na groove i powtarzanie motywów. Utwory z tej części płyty dobrze sprawdzą się jako imprezowa playlista… i raczej tylko w takiej roli.
Skład
Jakub Królikowski – syntezatory
Daniel Karpiński – perkusja

Jeff Parker ETA IVtet The Way Out of Easy
Bezpretensjonalność, lekkość muzykowania, swoboda w dysponowaniu czasem. Od takich słów można zacząć, pisząc na temat kwartetu ETA gitarzysty Jeffa Parkera. Grupa ta w latach 2016-2023 regularnie (choć pewnie z przerwą na lockdown) spotykała się w lokalu Enfield Tennis Academy w Los Angeles. Zaczynali od standardów jazzowych, a z czasem przerzucili się na trwające nawet ponad 20 minut formy: rozwijane bez pośpiechu i dyskretnie, groove’ujące improwizacje. Ci, którym nie było dane zobaczyć zespołu w klubie na Zachodnim Wybrzeżu, mogli go posłuchać na tym albumie koncertowym (2022), gdzie trafiły nagrania z ich trzech występów. Na „The Way Out of Easy” z kolei słuchamy zaś muzyki wykonanej jednego wieczoru, a inżynier dźwięku Bryce Gonzales zarejestrował ją z dużą dbałością o naturalność oraz realizm brzmienia.
Kwartet spaceruje między bopem, spiritual jazzem a funkiem. Przechodzi od ambientu i melancholijnych melodii ku minimalizmowi albo dubowi. Dzieje się to ze swego rodzaju naturalnością, jakby bezwysiłkowo, z lekkością i powściągliwością. Partie solowe trwają zwykle bardzo długo, a jednak nie mam zupełnie wrażenia, by komukolwiek zależało tu na eksponowaniu ego. Wręcz przeciwnie: grupa Parkera jest jak jeden, harmonijnie działający organizm. Bywa on odprężony, zrelaksowany, ale nieraz ożywia się, reaguje asertywnie i z werwą. Chce się wówczas z entuzjazmem zakrzyknąć jak jedna ze słuchaczek, której głos raz na jakiś czas wybrzmiewa z widowni. Wtedy też jeszcze bardziej oczywisty staje się następujący fakt: to naprawdę był tak dobry koncert, że warto go było wydać.
Skład
Josh Johnson – saksofon altowy, elektronika, sampler
Anna Butterss – kontrabas
Jay Bellerose – perkusja

Dominik Strycharski Core Alert
„Ta płyta zrodziła się z mojego poczucia braku bezpieczeństwa, z obecności wojen wokół nas”. Między innymi takimi słowami Dominik Strycharski zapowiadał swój najnowszy album. Posępność jego refleksji znalazła wyraz w muzyce niepokojącej i mrocznej, w której słychać minimalizm, rock psychodeliczny oraz swobodną improwizację. Sound jest brudny i chropowaty, a dźwięki nieraz toczą się leniwie i ciężko. Nie pamiętam już, jak dokładnie brzmiała muzyka Strycharskiego w spektaklu „Jądro ciemności” w warszawskim Teatrze Powszechnym, ale fragmenty „Alertu” także byłyby adekwatną ilustracją dla tamtej sztuki.
Strycharski konsekwentnie trwa przy takim anturażu. O ile jednak przez, powiedzmy, pierwsze dwa utwory ta pesymistyczna, klaustrofobiczna muzyka intryguje osobliwym brzmieniem, obsesyjnie powtarzanymi tematami, spazmami i zgrzytami, o tyle kolejne kompozycje już tak nie interesują, gdyż dzieje się w nich niewiele więcej. Mamy do czynienia ze swoistą muzyczną stagnacją: z uwikłaniem w mazistą formę, z której ani wykonawcy, ani słuchacze nie są w stanie się wyzwolić. Wspomniane dwa utwory – „The Brave” i „CPH24” – zajmują połowę albumu i słucha się ich z duszą na ramieniu. Ekspresja przygniata i przeszywa. Gdy jednak w następnych kompozycjach Strycharski trwa przy podobnych pomysłach, to zabiegi, które dotychczas robiły piorunujące wrażenie, zaczynają trącić zmanierowaniem i pozbawioną celu monotonią.
Skład
Barbara Drazkov – fortepian preparowany
Wojciech Jachna – trąbka, elektronika
Zbigniew Kozera – kontrabas
Paweł Szpura – perkusja

Aleksandra Kryńska Quintet Something Holy?
Mamy do czynienia z albumem debiutantki, więc na początek kilka zdań o niej. Pomimo dorobku na polu muzyki klasycznej Aleksandra Kryńska postanowiła zająć się jazzem. Przejawem takiej woli był na przykład udział w konkursie imienia Zbigniewa Seiferta przed rokiem, gdzie dotarła do finału. W sieci możemy znaleźć nagrania jej kwartetu, który prowadziła od 2020 roku. Teraz jednak skupia się na pracy z innymi muzykami, a kierowane przez nią składy to trio oraz kwintet. Z tym ostatnim zarejestrowała debiutancką płytę. Gra na niej między innymi Piotr Damasiewicz, z którym Kryńska nieraz występuje także w duecie.
Album „Something Holy?” zaczyna się tak, jakby stanowił kontynuację wydanego miesiąc wcześniej krążka „Portraits” Adama Bałdycha. Dla niektórych to pewnie komplement, ale ja byłbym daleki od entuzjazmu dla kolejnej grupy, którą kieruje delikatny, pełen melodyjności, skrzypcowy głos. Wkrótce okazuje się jednak, że muzyki kwintetu na szczęście nie da się sprowadzić do wypolerowanego mainstreamu, granego przez wyłącznie posłusznych liderce wykonawców. Już bowiem w drugim utworze „I Wrote A Bad Poem” zespół pokazuje zaczepne, temperamentne, niemal rockowe oblicze i wynika to zarówno z natury kompozycji, jak i ofensywnych skłonności kwintetu – przede wszystkim świetnej sekcji rytmicznej Michał Aftyka-Bartosz Szablowski. W paru utworach grupa wraca jeszcze do kantylenowego liryzmu i są to najmniej interesujące części albumu (choć doceniam urodę tematów oraz ciekawe przejawy współistnienia instrumentów strunowych: skrzypiec, gitary i kontrabasu). Oprócz nich słuchamy jednak zarówno tajemniczych zabiegów sonorystycznych, jak i dalszych, bardzo udanych prób podniesienia muzycznej temperatury. Repertuar jest więc urozmaicony, solidnie przez Kryńską przygotowany i słychać, że skrzypaczka nie jest skoncentrowana przede wszystkim na brzmieniu swojego instrumentu. Obiecujący debiut!
Skład
Szymon Mika – gitara
Piotr Damasiewicz – trąbka
Michał Aftyka – kontrabas
Bartosz Szablowski – perkusja

Tyshawn Sorey Trio The Susceptible Now
„Jeśli jesteś kimś, kto akurat interesuje się różnymi typami kompozycji, to świetnie. Powinieneś więc zgłębiać własny kompozytorski model”. Takiego podejścia nauczył Tyshawna Soreya jego mistrz – słynny Anthony Braxton. Sorey od lat konsekwentnie i spektakularnie doskonali swój sposób tworzenia, działając zarówno na polu jazzu, jak i muzyki improwizowanej oraz muzyki nowej. Wyjątkowo sprawnie porusza się między różnymi obszarami stylistycznymi, interesuje go „mobilność”. O ile Sorey dał się poznać m.in. jako wytrawny, awangardowy improwizator, o tyle na kilku ostatnich płytach prezentuje swoje podejście do standardów jazzowych i im podobnego repertuaru. „The Susceptible Now” to kolejny rozdział tej opowieści: jego trio wzięło na warsztat kompozycje McCoya Tynera, Charlesa Mingusa i Brada Mehldaua, a także soulowy utwór zespołu Vividry.
Sorey podszedł do nich nie tyle jak interpretujący jazzman, ale bardziej jak kompozytor-analityk. Przestawiał kolejność części, zmieniał tonacje i harmonie. Aspekt koncepcyjny jest ważny, ale najciekawszy wydaje się sposób, w jaki trio ten koncept realizuje. Czyni to tak: każdy z czterech utworów stanowi cierpliwie budowaną formę, a najdłuższa z nich trwa 26 minut. Muzycy dysponują więc rozległą przestrzenią na solowe bądź kolektywne rozwijanie myśli i korzystają z tej przestrzeni wybornie. Dzięki niespieszności albumu możemy wsłuchiwać się w kunsztowne frazowanie pianisty Aarona Diehla i jego mądrą pracę z motywami. Możemy podziwiać pełne wyczucia partnerstwo kontrabasisty Harisha Raghavana, a także wielowymiarową grę Soreya, gdzie mamy zarówno smakowite swingowanie i piękną jazzową pulsację, jak i działania dążące do zmącenia ładu narracji. Pozornie jest to album… zwyczajny: ot, jazzowe trio fortepianowe gra utwory. Dzieje się tam jednak tak dużo i na tak wielu planach, że satysfakcja ze spotkania z triem jest ogromna.
Skład
Aaron Diehl – fortepian
Harish Raghavan – kontrabas
Komentarze